IAAF bada hiperandrogenizm. Co z Caster Semenyą?

Badania wykonane na zlecenie Międzynarodowego Stowarzyszenia Federacji Lekkoatletycznych, mogą wpłynąć na przepisy, a w zasadzie ich brak, dotyczące hiperandrogenizmu (nadmiaru androgenów). To kolejny zwrot w tej sprawie, z pewnością nie ostatni.
Weryfikacja płci nie jest tematem nowym w sporcie. Na afisz wypłynął jednak za sprawą jednej osoby. Gdy w 2009 roku 18-letnia wówczas Caster Semenya zdobywała tytuł mistrzyni świata w biegu na 800m, pokonując o 2 sekundy kolejną zawodniczkę, świat przecierał oczy ze zdumienia, gdy zawodniczka o budowie lekkoatlety wyprzedzała o lata świetlne swoje rywalki.
Trzy tygodnie przed tamtym startem Semenya przeszła skomplikowany test płci, bo IAAF obawiało się czy powinna rywalizować z kobietami. – Test weryfikacji płci jest niezwykle skomplikowaną procedurą. Obecnie sytuacja jest taka, że nie mamy żadnych rozstrzygających dowodów na to, że nie wolno jej biegać – mówił Nick Davies z IAAF po wygranej zawodniczki z RPA, która nie wzięła udziału w konferencji prasowej.
Ostatecznie Semenya została zawieszona na 11 miesięcy. Mogła wrócić na bieżnie w 2010 roku, ale tylko pod warunkiem uczestniczenia w terapii obniżającej testosteron.
W maju 2011 roku, po 18 miesiącach prac zespołu ekspertów, IAAF zgłosił przepis nazwany „hyperandrogenism regulations”. Opracowano go razem z komisją medyczną MKOL. Według tych zasad, kobieta u której stwierdzono hiperandrogenizm może rywalizować w żeńskich konkurencjach tylko pod warunkiem, że jej poziom androgenów (męskich hormonów) jest niższy niż ten występujący u mężczyzn. I tak poziom testosteronu w organizmie pań wynosi przeważnie od 0,1 nmola/l do 2,8 nmola/l, a u panów – ok. 10,5 nmol/l.
Ustalenia miały zachować zasady uczciwej rywalizacji. Zawodniczki z większym androgenem miały przejść na terapię i doprowadzić do obniżenia wartości hormonu do minimum 10 nmol/l.

 

 

Szybko jednak naukowcy zaczęli kwestionować te regulacje. W 2015 roku Trybunał Arbitrażowy ds. Sportu w Lozannie rozpatrzył pozytywnie wniosek złożony przez Hinduską sprinterkę Dutee Chand. Zawodniczka nie chciała podać się terapii, bo jak podawała, podwyższony poziom testosteronu był całkowicie naturalny. – To nie jest w porządku, że muszę zmieniać swoje ciało, by brać udział w lekkoatletycznej rywalizacji. Przypomina mi to zwyczaj obcinania dłoni złodziejom w niektórych w społecznościach. Te zasady są prymitywne i nieetyczne – dowodziła.

 

Według Trybunału Arbitrażowego, IAAF nie udało się udowodnić, że kobiety z naturalnie wysokim poziomem testosteronu mają przewagę nad konkurentkami. W praktyce oznaczało to koniec obowiązywania przepisu.
Po dwóch latach IAAF publikuje badania, które mają udowodnić, że orzeczenie Trybunału było błędne. Pod obserwację wzięto 2127 sportowców, z których 1332 stanowiły kobiety. Byli to uczestnicy MŚ w 2011 i 2013 roku. W raporcie opisano czym charakteryzuje poziom androgenów w surowicy oraz zbadano ich wpływ na wyniki. Badania wykazały m.in., że w pewnych przypadkach zawodniczki o wysokim poziomie testosteronu mają od 1,8 do 4,5 proc przewagi nad konkurentkami.
Sprawa ma ponownie trafić Trybunału Arbitrażowego w Lozannie. Trwają kolejne prace i badania, które pozwoliłyby zebrać kolejne argumenty i przywrócić wcześniejsze zasady. Mistrzostwa Świata w Londynie odbędą się jednak jeszcze na obecnych regulacjach, a raczej ich braku.