Bo Półmaraton był za długi….

W niedzielę w świecie biegowym wybuchła afera związana z podejrzeniem zbyt długiej trasy podczas 27. Półmaratonu PHILIPS Piła. W poniedziałek, biegowy internet niczym tsunami, zalała fala hejtu skierowana do organizatorów pilskiej połówki. Nie zamierzamy wcale bronić organizatora. Fakt jest taki, że trasa była za długa o 225 metrów i idzie to na jego konto, bez dwóch zdań. Ale chcielibyśmy wrzucić kamyczek, lub nawet sporych rozmiarów kamień, do ogródka biegaczy. Obserwowaliśmy rozwój wydarzeń z bliska, od samego momentu pojawienia się wątpliwości, aż do chwili gdy piszemy te słowa, czyli do wtorkowego wieczoru. I jesteśmy przerażeni. Przerażeni postawą biegaczy. Odbył się lincz, a biegacze prześcigali się w tym, kto mocniej dokopie organizatorom Półmaratonu Piła. Im mocniej, tym lepiej. I nie liczyło się wcale czy celnie, ważne żeby opluć. To wszystko w środowisku, które ponoć uchodzi za jedno ze szczęśliwszych (endorfiny i te sprawy), uśmiechniętych, jednym słowem – przyjaznym.

Pierwsze głosy o tym, że z trasą pilskiego półmaratonu jest coś nie tak, pojawiały się już na mecie. Organizatorzy nie mogli w to uwierzyć, wszak bieg w Pile organizują już po raz dwudziesty siódmy i nigdy taka sytuacja nie miała miejsca. Wątpliwości jednak rosły proporcjonalnie do ilości biegaczy mijających linię mety. W internecie już pojawiały się wpisy, że “pewnie organizatorzy schowają głowę w piasek!”, “nie mają odwagi przyznać co się stało!”. Choć minęło dopiero kilka godzin od ukończenia zawodów, a organizatorzy mieli na głowie sprzątanie po imprezie na ponad 3,6 tysiąca zawodników, w Internecie już wydano wyrok. 500 metrów za długi dystans! Skandal! Złodzieje! Szczerze, brakowało tylko wpisu: “Powiesić ich!”….

Jeszcze w niedzielę wieczorem, organizatorzy wydali komunikat, że wiedzą o problemie i weryfikują trasę. Jeszcze w niedzielę wieczorem napisał o tym serwis “Czas na bieganie”, a my podaliśmy tą informację w poniedziałek rano. Tymczasem na forach biegowych rozpętało się istne szaleństwo.

Ciekawostką jest fakt, że takie wpisy pochodziły m.in od osób zajmujących się organizacją cyklu biegów. Cyklu, co do którego swego czasu biegacze też kiedyś kierowali pretensje… Nie przeszkadzało biegaczom też to, że zarzut o tym, że minęły 24 h i nie ma żadnego stanowiska, jest kompletnie nieprawdziwy. Złodzieje!! Skandal!! Organizator podał informację, że wie o problemie i weryfikuje trasę, więc argument o chowaniu głowy w piasek odpadł. Zaczęło się za to wynajdowanie innych problemów.

3 punkty z wodą na trasie to za mało. Skandalem jest, że na trasie nie było bananów. I arbuzów! Zawsze nam się wydawało, że biegacze przyjeżdżają na biegi aby biegać, ale co my tam wiemy… może czasy się zmieniły i teraz przyjeżdżają pojeść? Makaron? Szkoda gadać! Pakiet startowy, słabizna. Koszulka nie taka. Wzór na koszulce masakra, i kolory jakieś takie nie bardzo. Medal po prostu brzydki. Numer startowy bez dziurek. A że bez dziurek, to pani płakała, że musiała zniszczyć koszulkę bo przebijała ją agrafką. Choć w tym samym poście, zdanie wyżej pisała, że koszulka paskudna i rozmiar zupełnie nie na nią, więc jej nie potrzebna… Wody na trasie tak mało, że przed metą umierałem i modliłem się o deszcz… Wolontariusze kompletnie bez humoru. Serio, to wszystko, to prawdziwe wpisy biegaczy z grupy 27. Półmaraton PHILIPS Piła na Facebooku. Prawdziwym hitem była jednak biegaczka, którą wielce oburzył fakt, że organizatorzy nie zapewnili przedszkolanek i podczas biegu nie będzie miał się kto zająć jej dzieckiem….Serio. Złodzieje!! Skandal!!

Czy ktoś jeszcze w ogóle jeździ na imprezy biegowe żeby biegać, czy tylko żeby się najeść i nazbierać gadżetów w reklamówce?! Przez 26 lat bieg w Pile uchodził za jeden z najlepiej organizowanych biegów w Polsce i biegacze, w dużej części wyczynowi, bardzo chętnie do Piły wracali. Żeby biegać. Sytuacja zaczęła się zmieniać, gdy w związku z wejściem biegu do Korony Półmaratonów Polskich do Piły zaczęło przyjeżdżać coraz więcej biegaczy/amatorów. Rekordowa frekwencja w tym roku spowodowała, że skala roszczeń w stosunku do organizatorów przekroczyła chyba wszelkie normy.

Nietrudno zauważyć, że prym w wytykaniu rzekomych niedoskonałości wiodą biegacze/amatorzy. Pewnie wielu się teraz oburzy, ale większość zarzutów (naszym zdaniem absurdalnych) kierują ci, którzy na bieganiu znają się mało, lub wcale. Znamienne jest to, że do chóru krytykantów nie dołączył żaden biegacz z tzw. “czołówki” czy “Elity”. Owszem, zgłaszali organizatorom, że ich zdaniem długość trasy nie jest odpowiednia. Ale to tyle. Nie utyskiwali na małą ilość punktów z wodą na trasie, nikt nie narzekał na brak bananów czy brak humoru u wolontariuszy. Także portale biegowe z dystansem informowały o problemie z długością trasy, choć przecież z pewnością post o braku na trasie arbuzów czy opiekunek do dzieci, nabiłby im niewiarygodne zasięgi… Tymczasem największe biegowe serwisy publikowały jedynie suche komunikaty dotyczące problemu długości trasy półmaratonu. W tym czasie na Facebooku trwała prawdziwa histeria. Czujecie rozdźwięk??

W poniedziałek weryfikowano wytyczenie trasy. Komentującym: “szkoda że mierzą po biegu zamiast przed” wyjaśniamy: wytyczenie trasy to nie to samo co pomiar długości trasy. Wbrew temu co pisali rozhisteryzowani biegacze, nikt nie miał zamiaru ukrywać prawdy a organizatorom zależało na wyjaśnieniu sprawy. Zmierzono trasę ponownie. We wtorek wieczorem pojawił się ostateczny komunikat:

Złodzieje! Skandal! Jakie 225 metrów! Chcą się wybielić! Mnie i koledze zegarki pokazały “pińcet”!

Po raz kolejny okazało się, że nieważne jest co twierdzi organizator, biegacze mają swoją “prawdę” i nikt i nic ich nie przekona. Wiesiek z TomTomem i Zenek z Polarem nabiegali 500 metrów więcej, i żadni tam mierniczy z PZLA, AIMS czy innego IAAF-u im nie wmówią, że jest inaczej! Złodzieje!!

Otóż drogi Wieśku i drogi Zenku, kompletnie nie wiecie o czym mówicie. Pomiar trasy podczas uzyskiwania atestu odbywa się urządzeniem, którego dokładność na dystansie 21 km dochodzi do kilku centymetrów. I mówiąc kilka centymetrów, mamy tu bardziej na myśli 1-2 cm, niż 15-20 cm. Pomiar długości odbywa się jednak (co bardzo ważne!) po optymalnym torze biegu! Utrzymanie optymalnego toru biegu przez cały dystans np. półmaratonu, jest jednym z zadań zawodników z czołówki, który zwiększa szansę na wygranie biegu. Jednak nawet zawodnikom z tzw. “Elity” bardzo trudno jest utrzymać optymalny tor biegu, a co dopiero Wieśkowi i Zenkowi, którzy biegnąć najczęściej całą szerokością ulicy, z każdym kilometrem nabijają “nadprogramowe” metry. W efekcie na dystansie ponad 21 km, biegacze faktycznie przebiegają więcej, w zależności od kilkunastu do nawet kilkuset metrów! Żeby nie być gołosłownym (choć pewnie i tak znajdą się tacy, co stwierdzą: gó…o prawda) poniżej dwa screeny: Pierwszy screen z odczytu GPS z zegarka, podczas tegorocznego półmaratonu w Ołomuńcu:

Zegarek zmierzył odległość 21,360 km czyli…ponad 200 metrów więcej niż 21,097 km. A teraz drugi screen, tym razem z tegorocznego maratonu w Barcelonie:

Tutaj ten sam zegarek, tego samego biegacza pokazał aż 43,290 km na dystansie maratońskim, czyli zamiast 42,195 km GPS z zegarka “nabił” ponad kilometr więcej! Czyżby wszędzie nie umieli wymierzyć trasy? Nie. Po prostu zegarek nie służy do obliczania długości trasy. Zwłaszcza podczas biegu w mieście, gdzie np. budynki powodują zakłócanie sygnału, który czasem się na chwilę gubi.

Jak widać, kompletna nieznajomość tematu, nie przeszkadza wymądrzać się w komentarzach, i udowadniać organizatorom od 27 lat organizującym biegi, że wie się lepiej… Dodatkowo, patrząc po komentarzach okazuje się, że gdyby nie te nieszczęsne nadprogramowe 225 metrów, to co drugi biegacz pobiłby swoją życiówkę na tym dystansie! W ruch poszły kalkulatory, zmobilizowano do obliczeń profesorów matematyki (kto miał w rodzinie), i skomplikowane wzory wykazały ponad wszelką wątpliwość: okradli mnie z życiówki! Złodzieje!!

Ostatecznie trasa 27. Półmaratonu PHILIPS Piła była o 225 metrów dłuższa niż powinna. Zawiniła zewnętrzna firma, która ustawiała oznaczenie trasy (pomiar trasy był jak najbardziej w porządku i sama trasa posiada atest). Firma ta, zamiast ustawić nawrotkę o jeden nawrót wcześniej, oznaczyła ją “po staremu” czyli tak jak przy wyznaczaniu trasy w latach poprzednich. Oczywiście tak jak pochwały spadają na organizatorów, tak i za błędy czy porażki też odpowiedzialność ponoszą organizatorzy. Ci się zresztą od tego nie uchylają i biorą wszystko “na klatę”. Błędy się zdarzają, ważne żeby umieć się do nich przyznać i wyciągnąć wnioski na przyszłość.

A co do środowiska biegaczy… smutne to i przerażające. Gdzie ta radość z biegania, o której tyle piszecie na Facebooku? Czy naprawdę najważniejsza jest koszulka i nadruk na niej? Czy naprawdę żądacie od organizatorów biegów opiekunek dla swoich dzieci? Po co tak naprawdę biegacie? Odpowiedzcie sobie sami.

Szkoda, że w tym zalewie hejtu tak mało było rozsądnych głosów jak ten:

Bo bieganie to pasja, radość i przyjemność. Prawda?

P.s: Fala hejtu wylała się także na organizatorów pierwszej edycji BMW Półmaratonu Praskiego. Pamiętna afera z brakiem wody na trasie, podczas biegu w dużym upale. Biegacze pisali, że umierali z pragnienia na trasie, dramatyczne komentarze donosiły o ludziach zbierających butelki z pobocza drogi w poszukiwaniu choćby kropli wody… Tysiące uczestników deklarowało, że nie wystąpią już w żadnym biegu pod szyldem BMW…. W pierwszej edycji biegu, w 2014 roku pobiegło 5934 zawodników, rok później było ich 5865. W tegorocznym BMW Półmaratonie Praskim udział wzięła rekordowa liczba – 7352 uczestników…..