Caster Semenya przegrała przed Trybunałem w Lozannie! Chcąc startować musi poddać się kuracji

Międzynarodowy Trybunał Arbitrażowy ds. Sportu (CAS) w Lozannie odrzucił apelację Caster Semenyi ws. przepisów regulujących zasady rywalizacji biegaczek z naturalnie podwyższonym poziomem testosteronu. W myśli nowych zasad, by móc startować w konkurencjach od 400 m do 1 mili, zawodniczki z hiperandrogenizmem będą musiały farmakologicznie obniżać poziom męskiego hormonu. 

Caster Semenya to mistrzyni olimpijska z Rio de Janeiro w biegu na 800 m oraz trzykrotna mistrzyni świata na tym dystansie. Mająca umięśnioną sylwetkę oraz niski tembr głosu zawodniczka ma podwyższony poziom testosteronu.

Choć wielokrotnie powtarzała, że czuje się w pełni kobietą, nieoficjalnie wiadomo, że urodziła się bez macicy i jajników, ma natomiast (lub miała) wewnętrzne jądra. Biegaczka ma tzw. hiperandrogenizm, co m.in. skutkuje wzmocnieniem cech męskich.

Zdaniem Międzynarodowej Federacji Lekkoatletycznej (IAAF) daje to nieuzasadnioną przewagę w rywalizacji sportowej.W ubiegłym roku eksperci IAAF ustalili, że konkurencjach biegowych na dystansach w przedziale od 400 metrów do 1 mili (1,6 km) biegaczki, które cechuje hiperandrogenizm, zyskują ze względów biologicznych 3 procent przewagi nad rywalkami.

Po kuracji farmakologicznej obniżającej zawyżony poziom testosteronu zawodniczka z RPA osiągałaby wyniki gorsze o nawet siedem sekund. W takim przypadku legitymująca się rekordem życiowym na 800 m 1:54.25 Caster Semenya, nie miałaby szans z Joanną Jóźwik (1:57.37). A przypomnijmy, że podczas Igrzysk Olimpijskich w Rio de Janeiro Semenya zdecydowanie pokonała Polkę.

Caster Semenya

Nie tylko Semenya

Problem hiperandrogenizmu nie dotyczy jedynie Caster Semenyi. Niedawno do podwyższonego poziomu w organizmie przyznała się reprezentantka Burundi – Francine Niyonsaba, obecna mistrzyni świata na 800 metrów. Podobnie jak zawodniczka z RPA, ona także uważa, że zmuszanie niektórych kobiet-sportowców do farmakologicznego obniżania naturalnego poziomu testosteronu jest dyskryminacją.

Kontrowersje wokół biegaczek z hiperandrogenizmem rozgorzały zwłaszcza po finale biegu na 800 metrów podczas igrzysk olimpijskich w Rio de Janeiro w 2016 roku, gdzie na podium stanęły Caster Semenya, Francine Niyonsaba i Margaret Wambui.

Kanadyjka Melissa Bishop, która zajęła czwarte miejsce czy nasza Joanna Jóźwik (była piąta), choć uzyskały świetne rezultaty i ustanowiły nowe rekordy życiowe, nie były w stanie choćby zbliżyć się do zawodniczek czołowej trójki.

Caster Semenya

Trzy zawodniczki, które były na podium, wzbudzają bardzo dużo kontrowersji. Nie ukrywam, że dla mnie to też jest trochę dziwne, że władze nic z tym nie robią. Koleżanki mają po prostu bardzo wysoki poziom testosteronu, podobny do męskiego, dlatego wyglądają, jak wyglądają i biegają tak, jak biegają – komentowała rezultaty biegu na 800 metrów Joanna Jóźwik.

Dominacji biegaczek z hiperandrogenizmem nie zaobserwowano w sprintach oraz biegach na 5 000 i 10 000 m. Na tych dystansach Semenya, jeśli zechce, będzie mogła rywalizować bez żadnych obostrzeń. Zawodniczka od razu skomentowała na Twitterze werdykt CAS. Zrobiła to bardzo oględnie. „Czasem najlepszą reakcją jest brak reakcji” – skwitowała.

red