Sensacja w Londynie! Kipchoge poza podium, wspaniały finisz Hall

Ozdobami rozegranego dzisiaj 40. Maratonu Londyńskiego były widowiskowe finisze, których nie powstydziliby się sprinterzy. Bieg wygrali Kenijka Brigid Kosgei i Etiopczyk Shura Kitata. Kompletnie zawiódł faworyt, rekordzista świata w maratonie Kenijczyk Eliud Kipchoge, który dotarł do mety dopiero ósmy. 

Około 10 stopni Celsjusza oraz wiatr i deszcz – takie warunki panowały o godzinie 7:30, gdy na trasę wytyczoną na ponad 19 pętlach w parku Św. Jakuba w Londynie ruszały kobiety.

Samotny bieg Kosgei i niesamowity finisz Hall

Maraton od początku toczył się w dość wolnym tempie. Biegaczki pokonywały kolejne okrążenia w dużej grupie, na czele której znajdowały się trzy zawodniczki z Kenii – Brigid Kosgei, Ruth Chepngetich i Vivian Kiplagat.

W okolicach 30km mocniej szarpnęła tempo Kosgei i tak rozpoczęła swój samotny bieg do mety. Tym razem jednak nie pędziła tak szybko, jak w październiku ubiegłego roku w Chicago, gdy z wynikiem 2:14:04 biła rekord świata.

Gdy Kenijka wpadała na metę z rezultatem 2:18:58 wydawało się, że drugie miejsce przypadnie jej rodaczce, mistrzyni świata w maratonie Ruth Chepngetich. Na ostatniej prostej stało się jednak coś nieoczekiwanego, ponieważ zza jej pleców wyskoczyła  Sara Hall i w sprinterskim stylu pomknęła do mety.

Amerykanka pobiegła bardzo mądrze taktycznie. Cały czas przyspieszała, jeszcze na 40 km traciła do Kenijki 40 sekund, zdołała jednak wydrzeć drugie miejsce na ostatnich metrach. Ostatecznie uzyskała wynik 2:22:01, który jest nowym rekordem życiowym 37-letniej biegaczki z USA.

Wyraźnie zaskoczona takim obrotem sprawy Chepngetich finiszowała 4 sekundy później. Musiała zadowolić się trzecim miejscem na podium.

Żelazny faworyt

12 maratońskich startów w tym 11 zwycięstw i tylko jedno drugie miejsce – tak do dzisiaj wyglądał bilans Eliuda Kipchoge, jeśli chodzi o biegi na królewskim dystansie. Listę jego osiągnięć uzupełnia rekord świata uzyskany przed dwoma laty w Berlinie (2:01:39) oraz niesamowity wyczyn sprzed roku z Wiednia, gdy jako pierwszy człowiek na świecie pokonał dystans maratonu w czasie poniżej 2 godzin (1:59:40).

Przed 40. Maratonem Londyńskim wszyscy zgodnie wskazywali Kenijczyka jako potencjalnego zwycięzcę biegu. Zwłaszcza, że z rywalizacji z powodu kontuzji łydki wycofał się jego główny rywal Etiopczyk Kenenisa Bekele, posiadacz drugiego najlepszego maratońskiego wyniku w światowych tabelach. Oczywiście na liście startowej nie brakowało innych wspaniałych biegaczy, m.in. Mosineta Geremewa i Mule Washihuna z Etiopii, którzy rok temu w Londynie finiszowali tuż za plecami Kipchoge.

Wyjątkowo wolny bieg

Dzisiejszy bieg toczył się w wolnym, jak na superszybką stawkę, tempie. Połówkę biegacze osiągnęli w czasie 1:02:54. Do 35 kilometra na trasie niewiele się działo. Zawodnicy cały czas biegli w dużej, zwartej grupie, z której co jakiś czas ktoś odpadał, ale na czele cały czas utrzymywali się faworyci biegu.

Tuż przed 40 kilometrem na prowadzenie wysunęło się czterech Etiopczyków (Geremew, Lemma, Kitata i Wasihun) oraz jeden Kenijczyk (Kipchumba). Kipchoge przegapił ten atak i został z tyłu tracąc do prowadzącej grupy około 100 metrów. Do mety zostały wtedy około 3-4 km i już zaczęło pachnieć niespodzianką.

Uciekająca grupa zaczęła przyspieszać i na nic nie zdały się wysiłki wyraźnie zdeprymowanego Kipchoge. W samej końcówce z czołówki odpadli Geremew i Washihun i stało się jasne, że podium podzielą między siebie pozostali zawodnicy.

Podobnie jak w przypadku rywalizacji kobiet i tutaj oglądaliśmy wspaniały finisz, w którym starli się Kitata i Kipchumba. Losy tego pojedynku rozstrzygnęły się na ostatnich metrach na korzyść tego pierwszego. Kitata wpadł na metę z czasem 2:05:41, jego rywal stracił do niego zaledwie sekundę. Trzecie miejsce wywalczył Sisay Lemma (2:05:45).

Co ciekawe, był to najwolniejszy bieg w Londynie od 2013 roku i ostatniego zwycięstwa zawodnika z Etiopii w stolicy Wielkiej Brytanii. Był nim Tsegaye Kebede, który uzyskał wtedy czas 2:06:04.

Kipchoge jest jednak człowiekiem

Eliud Kipchoge dotarł do mety dopiero ósmy z wynikiem 2:06:49. Do zwycięzcy stracił aż 1 minutę i 8 sekund.

– Przez ostatnie 15km dokuczało mi prawe biodro, które było zablokowane. Spowodowało to skurcze w moich nogach  – powiedział po biegu rozczarowany Kipchoge. – To wydarzyło się w trakcie maratonu, przed biegiem czułem się dobrze. Nie mogę winić warunków, dla wszystkich były takie same.  To było bardziej w mojej głowie – dodał.

To pierwszy w karierze Kipchoge maraton, w którym nie stanął na podium. w 2013 roku był drugi w Berlinie, gdy Wilson Kipsang bił rekord świata. Potem przyszła długa seria zwycięstw, w tym wygrana w olimpijskim maratonie w Rio w 2016 roku. Kenijczyk  ma na koncie po cztery tryumfy w Berlinie i w Londynie.

– Jestem naprawdę zawiedziony, ponieważ zawsze chcę wygrywać. Przykro mi z tego powodu, ale jeśli chcesz cieszyć się sportem, musisz być w stanie akceptować rezultaty – zakończył  rekordzista świata.

Dla Shury Kitaty był to pierwszy w karierze tryumf w Londynie. Przed rokiem był tu czwarty z wynikiem 2:05:01, a dwa lata temu finiszował jako drugi z czasem 2:04:49. W przeszłości wygrywał też maratony w Rzymie i we Frankfurcie.

– Przygotowałem się dobrze i byłem dzisiaj na trasie mocno skoncentrowany. Biegłem z myślą o Kenenisie Bekele – powiedział Kitata, były rekordzista świata juniorów. – Kenenisa trenował razem ze mną i udzielił mi wiele rad, za które jestem mu bardzo wdzięczny. Przygotowywałem się na pętlach, takich jak ta tutaj w Londynie i jestem bardzo szczęśliwy, że wygrałem silnie obsadzony bieg dla mojego kraju i moich kolegów z drużyny – dodał.

Biegała nie tylko elita

Do mety biegu elity 40. Maratonu Londyńskiego dotarło 29 mężczyzn i 18 kobiet. Ponad 43 tysiące amatorów na całym świecie wzięło natomiast udział w wirtualnej edycji tego wydarzenia pokonując dystans 42,195km na własnych trasach. Kolejny maraton w stolicy Wielkiej Brytanii zaplanowano na 3 października 2021 roku.

red
fot. facebook.com/LondonMarathon