Suunto Vertical 2 outdoorowy twardziel, który dobrze rozumie biegaczy [TEST]

Już po kilku dniach z zegarkiem Suunto Vertical 2 miałem poczucie, że fińscy konstruktorzy wzięli to, co w Suunto Race 2 już było bardzo dobre, a następnie doprawili całość pod wymagania użytkowników wyżywających się w terenie. Dodali bardziej surową ergonomię i kilka dodatkowych atrakcyjnych i praktycznych funkcji. Ale w jakim stopniu może trafić on w gusta i potrzeby ulicznych biegaczy? O tym jest poniższy zapis wrażeń z testów i użytkowania.

Kilka tygodni temu na stronach biegowe.pl przedstawiliśmy testy i bardzo pozytywne wrażenia z użytkowania zegarka Suunto Race 2. Tym razem dostaliśmy możliwość przyjrzeć się nieco innej odmianie tego zegarka – Vertical 2. Już same nazwy obu modeli sugerują, do kogo Suunto kieruje te zegarki.

Suunto Vertical 2 to bardzo specyficzny sprzęt, to duży, mocny smartwatch dla ludzi, którzy częściej patrzą na profil trasy niż na liczbę powiadomień z telefonu.

Pierwsze wrażenie: więcej charakteru i estetyka północy

Marka Suunto znana jest z precyzji, wytrzymałości outdoorowego sprzętu i klasycznej nordyckiej estetyki. Vertical 2 to dodatkowo sprzęt zbudowany wokół praktyczności i użyteczności w terenie. Koperta zegarka jest duża, masywna i wyraźnie bardziej zadaniowa niż w Race 2. Na nadgarstku czuć, że to nie jest lekki miejski kompan do koszuli, tylko zegarek, który ma bez marudzenia przejść przez błoto, deszcz, zimno i wielogodzinną aktywność. Suunto nie próbuje tu nikogo uwodzić przesadną efektownością. I paradoksalnie właśnie ta bezpretensjonalność bardzo mi się w nim podoba.

Podobnie jak przy poprzedniej recenzji przychodzą mi na myśl założenia fińskiego modernizmu „Powinniśmy tworzyć rzeczy proste, dobre, nieprzesadnie zdobione, ale takie, które pozostają w harmonii z człowiekiem” – to świetnie pasowało do Race 2, ale Vertical 2 jeszcze lepiej osadza nas w tej harmonii. Tym bardziej, że oprócz harmonii z człowiekiem, w fińskim credo chodzi również o kontakt z naturą.

Vertical 2 zbudowany jest w duchu fińskiej filozofii prostoty. Szafirowe szkło, metalowa obudowa i wyraźnie outdoorowe proporcje robią robotę bez zbędnych ozdobników. To jest estetyka „jestem gotowy na ciężkie wyzwania”, a nie „chodźmy zrobić wrażenie na dyskotece”. Dla części biegaczy ten dostrzegalny na pierwszy rzut oka charakter zegarka będzie kluczowy. To sprzęt solidny, funkcjonalny, nowoczesny, gustowny i przy tym skromny w formie.

Ekran, który nie psuje idei zegarka na ultra

Największą zmianę w odbiorze tego modelu daje ekran: 1,5-calowy, dotykowy AMOLED, który nie sprawia wrażenia dodanego na siłę, nie przytłacza. Suunto zastosowało technologię LTPO (Low-Temperature Polycrystalline Oxide), znaną ze smartfonów, która na bieżąco dopasowuje częstotliwość odświeżania do aktualnych potrzeb. Dzięki temu interfejs działa płynniej i szybciej reaguje, i przede wszystkim zużywa mniej energii.

W ostrym słońcu pozostaje czytelny, w lesie i podczas codziennego użytkowania prezentuje się świetnie. To jeden z tych elementów, które sprawiają, że zegarek sportowy przestaje wyglądać jak kompromis, a zaczyna jak dopracowany sprzęt z górnej półki. Estetycznie to wybitnie piękna konstrukcja.

Kluczowe jest jednak to, że Suunto nie zapłaciło za ten efekt spadkiem wydajności baterii. AMOLED i bardzo długi czas pracy na akumulatorze zwykle nie chodzą w parze, a w stosunku do Race 2, gdzie bateria i tak jest bardzo dobra, daje się odczuć poprawę. Jeśli ktoś biega długie treningi, szykuje się pod ultra albo po prostu nie cierpi ładować zegarka co kilka dni, to ten model daje poczucie spokoju. To nie jest gadżet, który trzeba głaskać ładowarką po każdym weekendzie.

Bateria i latarka: dwie funkcje, które w terenie znaczą więcej, niż brzmią w folderze

Producent obiecuje do 65 godzin pracy baterii przy intensywnym użytkowaniu, na najdokładniejszym GPS-ie. Dla biegacza górskiego czy ultrasów oznacza to jedno: znika lęk, że zegarek padnie na górskim szlaku lub tam, gdzie gniazdko jest tylko teorią. Lubię sprzęt, który nie zmusza mnie do myślenia o ładowaniu.

W Race 2 bateria była bardzo dobra, ale w Vertical 2 jest jeszcze lepiej. W trybie codziennego użytkowania, robiąc jeden trening dziennie (bieganie albo pływanie), śpiąc z zegarkiem ładowałem go po około 2 tygodniach.

Drugi element, który w marketingu brzmi jak bajer, a w praktyce okazuje się zaskakująco sensowny, to latarka LED. Nie rozjaśniony ekran, jak w Race 2, tylko pełnoprawna dioda z kilkoma trybami działania. Przy końcówce treningu po zmroku, w schronisku, na biwaku albo wtedy, gdy trzeba szybko coś znaleźć w plecaku, działa bardzo praktycznie i przydaje się zaskakująco często. Nie zastąpi czołówki na technicznym nocnym zbiegu, ale jako awaryjny i codzienny dodatek jest naprawdę trafiony.

GPS, mapy i trening: solidnie

W sprawach najważniejszych dla biegacza Vertical 2 trzyma wysoki poziom. W marcu pobiegłem 20. Półmaraton Warszawski z Vertical 2 na jednym ręku, a na drugim dla odniesienia Garmin Fenix 8. Na starcie włączyłem oba zegarki z różnicą dosłownie 2 kroków.

Pierwszy kilometr: najpierw odzywa się Fenix, 2-3 kroki i melduje się Suunto. Drugi, piąty, dziesiąty kilometr to samo i tak do samego końca. Zaskakująca zbieżność często trudna do osiągnięcia nawet dla tych samych modeli zegarków. Ślady tras na mapie pokrywają się. Ta próba pokazała, że dokładność lokalizacji jest wybitna.

Biegnąc półmaraton odczytywałem parametry biegu z obu zegarków, ale zauważyłem, że na większym zmęczeniu po 10 km, szybciej i łatwiej mi było odczytać parametry na Vertical 2, niż na Garmin Fenix 8. To najlepiej świadczy o tym jak dobrze ergonomicznie zoptymalizowany i dopracowany jest interfejs zegarka. Wśród wielu zegarków, które testowałem w ostatnich miesiącach jest to absolutna perła.

GPS wypada bardzo dobrze i budzi zaufanie także tam, gdzie wiele zegarków zaczyna fantazjować: w gęstym lesie czy wśród wysokiej zabudowy. Do tego dochodzą mapy offline, które w ekosystemie Suunto od dawna są jedną z najmocniejszych kart. Szczegółowe planowanie tras odbywa się w aplikacji Suunto lub serwisie Komoot – gotowe trasy synchronizujemy z zegarkiem, który oferuje czytelne alerty o zbliżających się zakrętach czy punktach trasy. Jeśli lubisz planować trasy, biegać z nawigacją albo schodzić z asfaltu bez poczucia, że zaraz zgubisz kierunek, ten zegarek daje niezawodne wsparcie.

Sterowanie trzema przyciskami w Vertical 2 jest bardziej praktyczne i intuicyjne. W Race 2 sterowanie odbywa się poprzez koronkę i programowalny przycisk.

Największą zmianę względem poprzednich modeli widać w działaniu optycznego pomiaru tętna. Suunto wyraźnie skupiło się tu na poprawie precyzji, bo to właśnie ten element był jedną z częściej krytykowanych kwestii w starszych zegarkach marki. Nowy sensor korzysta z sześciu diod LED i czterech fotodetektorów, co w praktyce przekłada się na dokładniejszy odczyt z nadgarstka.

W czasie jednostajnych wybiegań wskazania były bardzo zbliżone do pasa piersiowego. Przy interwałach Vertical 2 radził sobie dobrze, reaguje szybko na zmiany intensywności i bez większych problemów utrzymywał zgodność z referencyjnym pomiarem (pasem na piersi).

Optyczny pomiar tętna opóźnia się przy mocniejszych akcentach. To zresztą klasyczna zasada w świecie sportowych zegarków: nadgarstek jest wygodny, klatka piersiowa nadal pozostaje bardziej precyzyjna dla danych. Na początku aktywności zdarzały się jeszcze drobne opóźnienia, zwykle ograniczone do pierwszych kilkunastu sekund, ale później zapis się stabilizował i pozostawał wiarygodny. To ważna poprawa, bo właśnie jakość optycznego pomiaru tętna najmocniej obciążała odbiór wcześniejszych modeli Suunto.

Mam też poczucie, że Suunto wciąż mogłoby dopracować kwestie około ekspedycyjne. Choćby brak możliwości sensownego zatrzymania i wznowienia aktywności podczas dłuższych wypraw.

Suunto Vertical 2 i Suunto Race 2: wspólne DNA, dwa różne temperamenty

To nie są dwa zegarki z dwóch światów. To raczej dwa modele z jednej rodziny, tyle że stworzone do innych zadań. Wspólne są fundamenty: bardzo udany ekran AMOLED, mocna bateria jak na tę klasę wyświetlacza, dobre mapy offline, szybkie działanie systemu, sensowny pakiet funkcji treningowych i charakterystyczna dla Suunto prostota przepięknego interfejsu. Oba zegarki mówią tym samym językiem: mniej chaosu, więcej praktycznej użyteczności.

Różnice zaczynają się wtedy, gdy schodzimy z prezentacji do codzienności. Race 2 jest smuklejszy, lżejszy i zwyczajnie bardziej przyjazny dla biegacza, który poza treningiem chce też nosić zegarek przez cały dzień. Ma koronkę, która ułatwia poruszanie się po menu, i sprawia wrażenie modelu bardziej „wyścigowego” niż „wyprawowego”.

Vertical 2 idzie w przeciwną stronę. Jest cięższy, bardziej surowy, obsługiwany klasycznymi przyciskami, a do tego dokłada latarkę i bardziej pancerny charakter. Race 2 lepiej pasuje na drogę, na stadion i w triathlonowy światek. Vertical 2 zdecydowanie bardziej do gór, długich wycieczek, zimy i wszystkiego, co wymaga odporności nie tylko od ciała biegacza, ale też od sprzętu.

Gdybym miał zamknąć to w jednym zdaniu: Race 2 to sportowy klasyk z bardzo ładnym sznytem, a Vertical 2 to jego terenowy krewny, który mniej dba o smukłą sylwetkę, za to bardziej o gotowość do roboty.

Vertical 2 vs Race 2 – porównanie 

Obszar Suunto Vertical 2 Suunto Race 2
Charakter Bardziej outdoorowy, surowy, wyprawowy. Bardziej miejsko-sportowy i uniwersalny.
Obsługa Trzy klasyczne przyciski – wygodne w rękawicach i mokrych dłoniach. Koronka + dotyk – szybsza, bardziej elegancka nawigacja po menu.
Komfort noszenia Większa masa i bardziej pancerna obecność na nadgarstku. Lżejszy, smuklejszy, przyjemniejszy w codziennym noszeniu.
Teren Lepszy wybór w góry, na trekking, ultra i zimowe warunki. Świetny do biegania, triathlonu i codziennego treningu.
Detal, który robi różnicę Wbudowana latarka LED i bardziej „narzędziowy” charakter. Bardziej „wyścigowy” styl (Race) i wygodniejsza forma.

Z kolei wspomniany Garmin Fenix 8 wciąż pozostaje dla mnie punktem odniesienia w segmencie premium zegarków sportowych. Na tym tle Vertical 2 wypada trochę skromniej, ale też bardziej konsekwentnie. Mniej rozprasza i sprawia wrażenie sprzętu skupionego na sporcie i wsparciu użytkowników outdoorowych. Interfejs Suunto jest czystszy i bardziej intuicyjny, a sama filozofia produktu wydaje mi się bliższa biegaczom, którzy nie potrzebują mieć na ręku smartfona.

Jeśli ktoś chce maksymalnie rozbudowanego kombajnu, tutaj Garmin ma oczywistą przewagę. Jeśli jednak priorytetem są czytelność, klasyczna prostota, mocna bateria i terenowy charakter, Vertical 2 nie stoi obok Fenixa 8 jako tańsza imitacja, stoi jako sensowna alternatywa z inną filozofią.

Pod względem możliwości treningowych Suunto Vertical 2 spokojnie staje w jednym szeregu z najlepszymi zegarkami sportowymi na rynku. Oferuje obsługę ponad 100 dyscyplin, od biegania i kolarstwa, aż po narciarstwo. Na pokładzie nie brakuje też zaawansowanych funkcji zdrowotnych i sportowych: jest pulsoksymetr (SpO₂), szacowanie VO₂ max, pomiar HRV, a także monitoring snu i regeneracji. Zegarek pokazuje również wskaźnik Zasobów, czyli odpowiednik Body Battery znanego z urządzeń Garmina, który ocenia poziom energii użytkownika na podstawie aktywności i odpoczynku.

Bardziej wymagający sportowcy również znajdą tu coś dla siebie. SuuntoPlus oferuje inteligentne plany treningowe, które dopasowują się do aktualnej formy i założonych celów, podpowiadając, kiedy warto mocniej przycisnąć, a kiedy lepiej odpuścić. Triathloniści docenią dopracowany tryb multisport, pozwalający płynnie przełączać się między dyscyplinami podczas treningów i zawodów. Vertical 2 nie narzuca więc żadnych ograniczeń: sprawdzi się zarówno u osób początkujących, jak i u ambitnych, zaawansowanych zawodników.

Oczywiście, jak każdy testowany zegarek, zabrałem go również na pływalnię, bo to wciąż jeden z tych testów, na których nie każdy smartwatch wypada przekonująco. Podobnie jak Race 2, Vertical 2 spisał się bardzo dobrze. Treningi były mierzone prawidłowo, liczba przepłyniętych długości basenu zgadzała się, a rozpoznawanie stylów pływackich działało bez zarzutu.

Dla kogo jest Suunto Vertical 2?

Najbardziej ten zegarek pasuje do trzech grup użytkowników. Po pierwsze: dla biegaczy trailowych i ultrasów, którzy chcą sprzęt niezawodny z dobrym ekranem, mapami, ale nie chcą rezygnować z czasu pracy. Po drugie: u ludzi aktywnych outdoorowo, tych od szlaków, trekkingu, górskich weekendów i spontanicznych wyjść w teren. Po trzecie: u osób, którym podobał się Race 2, ale brakowało w nim odrobiny surowości, latarki i bardziej „narzędziowego” charakteru.

Mniej przekonuje mnie za to jako wybór dla kogoś, kto szuka przede wszystkim lekkiego zegarka do szybkiego biegania po mieście i całodobowego komfortu noszenia. Da się z nim robić wszystko, ale nie mam wątpliwości, że Race 2 będzie dla wielu biegaczy bardziej uniwersalny i wygodniejszy.

Ponieważ fińska szkoła modernizmu, a szerzej także tamtejszego wzornictwa, mocno odcisnęła się na produktach Suunto, w poprzedniej recenzji Race 2 pozwoliłem sobie sięgnąć również do fińskiego uniwersum Muminków i napisać, że do charakteru tego zegarka najlepiej pasuje Włóczykij.

To w pewnym sensie zobowiązuje, by i tym razem wskazać kolejnego bohatera z Doliny Muminków. Włóczykij znów pasowałby tu idealnie, ale skoro dostał już Race 2, to Vertical 2 oddałbym Tacie Muminka. Na te kilka dni w roku, gdy przed długą, ciemną i mroźną zimą, a także przed miesiącami spędzonymi pod jednym dachem z Mamą Muminka, wyrusza na ostatnią wyprawę, by wyprostować myśli i przygotować się na zimę. Ma ze sobą wszystko co potrzebuje: bezbłędną nawigację by wrócić do domu, latarkę na coraz dłuższe wieczory, baterię, która wystarczy by korzystać z wolności przez kilkanaście dni i pancerną konstrukcję, gotową nawet na spotkanie z Buką.

Werdykt

Suunto Vertical 2 to bardzo sensownie rozwinięta idea sportowego zegarka outdoorowego w czasach, gdy wiele modeli próbuje być wszystkim naraz. Z własną filozofią, charakterem i dużą kulturą pracy. Największa siła tego sprzętu tkwi w połączeniu rzeczy, które zwykle się wykluczają: dużego jasnego ekranu, bardzo mocnej baterii, dobrej nawigacji i pancernego charakteru. Do tego jako nowość w produktach Suunto dochodzi latarka, która wbrew pozorom nie jest tylko marketingowym dodatkiem.

Po kilku tygodniach spędzonych z tym sprzętem mam wrażenie, że Vertical 2 to jeden z tych zegarków ze świetnymi parametrami, które niekoniecznie wygrywają każdą rubrykę w tabeli, ale bardzo dobrze wiedzą, kim chcą być jako funkcjonalna i niezawodna całość. A to w świecie sportowej elektroniki wcale nie zdarza się tak często. Jeśli Race 2 był fińskim sportowcem w zgrabnym garniturze, to Vertical 2 jest jego silniejszym bratem w kurtce technicznej. Mniej salonowy, ale w terenie budzi większe zaufanie.

Autor: Wiesław Bar