Albon i Mercile znów Mistrzami Świata OCR na krótkim dystansie. Łobodziński sekundy od podium

Wczoraj w położonej pod Londynem miejscowości Kelvedon Hatch rozpoczęły się piąte Mistrzostwa Świata OCR. Jako pierwsi swoich sił spróbowali uczestnicy zawodów na 3 kilometrowej trasie. Tytuły mistrzowskie obronili Brytyjczyk Jonathan Albon oraz Nicole Mercile z USA. Świetnie spisał się Piotr Łobodziński z OCRA Poland, który został sklasyfikowany na piątym miejscu, a do brązowego medalu zabrakło mu tylko 12 sekund.

Mistrzostwa Świata OCR odbywają się w położonej o 33 kilometry od Londynu miejscowości Kelvedon Hatch, na terenie, na którym odbywa się Nuclear Race, największy w Wielkiej Brytanii bieg przeszkodowy. Na 3 kilometrowej trasie znalazły się 24 przeszkody. – Przeszkodowo trasa została bardzo fajnie rozstawiona, bo interwałowo, aczkolwiek poziom trudności przeszkód był poniżej nawet przeciętnego biegu przeszkodowego w Polsce. – uważa Robert Bandosz z ekipy Koniuchy OCR. – Idealnie sprawdził się wzór, który wymyśliłem przed startem, czyli najlepszy czas danego zawodnika na 5km + 1,5 minuty. Dokładnie tak pobiegli wszyscy z polskiej czołówki. – dodaje. Jego słowa popiera Marcin Lewicki z drużyny ENAX NEXTREME. – Przeszkody tutaj funkcjonowały raczej jako spowalniacze, a nie miejsce rywalizacji. Nie było przeszkód, które mogły zatrzymać biegaczy, i nie było miejsca, gdzie mogli wykazać się przeszkodowcy. Trasa dla sprinterów, do których niestety nie należę. Ogólnie uważam, że były to dość łatwe zawody. – podkreśla.

Piotr Łobodziński: „Mogłem bardziej zaryzykować”

W takich warunkach najbardziej liczyły się umiejętności biegowe. W pierwszej fali Elite wystartowali m.in. broniący tytułu Jonathan Aalbon i wicemistrz Świata Kanadyjczyk Ryan Atkins. Jako pierwszy z Polaków na trasę ruszył Piotr Łobodziński. Polak zaliczył bardzo dobry bieg i dotarł do mety jako piąty z wynikiem 16:31. Do podium zabrakło mu zaledwie 12 sekund. Bieg z czasem 15:37 pewnie wygrał Brytyjczyk Jonathan Albon, który w ten sposób skompletował swój piąty w karierze tytuł Mistrza Świata. Drugi z czasem 16:07 był Kanadyjczyk Ryan Atkins, a trzeci Sergiej Perelygin z Rosji z wynikiem 16:20.

Z tego piątego miejsca jestem bardzo zadowolony, ponieważ przed biegiem liczyłem na pierwszą szóstkę. Mimo to szkoda mi tych 12 sekund, które straciłem do Sergieja. Brąz był w zasięgu, a kto wie, może nawet srebro – powiedział portalowi biegowe.pl Piotr Łobodziński. –  Bardzo asekuracyjnie i ostrożnie podchodziłem do przeszkód, mimo tego, że było sucho, a mój chwyt był pewny. Mogłem trochę bardziej zaryzykować. Oceniam, że na trzech przeszkodach można było urwać nawet 30 sekund. Oczywiście Albon był dzisiaj poza moim zasięgiem, ale o brąz i srebro jak najbardziej można było powalczyć. Biegowo nie czułem się najlepiej, ostatnio byłem skupiony na schodach. W ogóle nie biegałem tempa żadnego, w moim treningu dominowały schody i rozbiegania. Myślę, że oprócz zbyt asekuracyjnego podchodzenie do przeszkód zabrakło trochę obycia i treningów na przeszkodach, do których po prostu nie mam dostępu, rzadko również startuję. Ze startu jestem zadowolony, ale oczywiście medalu szkoda. – podsumował.

Robert Bandosz był pod wrażeniem startu Łobodzińskiego. – Piotrek pobiegł fenomenalnie, szkoda, że nie wystartował w pierwszej fali z Albonem, Atkinsem i resztą, bo w takiej formie jak dzisiaj był w stanie urwać te kilkanaście sekund i być może nawet wyszarpać drugie miejsce. – ocenił.

Drugim Polakiem na mecie był Kacper Kąkol, który przed zawodami zapowiadał walkę o pierwszą dziesiątkę. Ostatecznie został sklasyfikowany na piętnastej pozycji z czasem 17:26. Do zrealizowania celu zabrakło 26 sekund. – Żałuję, że nie mogłem pobiec z Piotrkiem Łobodzińskim w jednej fali, bo nie miałem kogo złapać się na trasie. – opowiada zawodnik xRunners. – Czuję niedosyt, ale oczywiście ten wynik bardzo szanuję. Paradoksalnie z tym czasem byłbym drugi startując w swojej kategorii wiekowej, ale jestem szczęśliwy, że mogłem sprawdzić się rywalizując z najlepszymi na świecie. – dodał.

Inny zawodnik xRunners, Zbigniew Ziober z czasem 18:42 zajął 23. miejsce. – To się nazywa bieg przeszkodowy. Cały czas na pełnej prędkości – raz tylko powtarzałem przeszkodę, aczkolwiek straciłem tam dosłownie 5 sekund. Głowa zostaje spokojna, jutro czeka mnie dystans 15km. – skomentował wczoraj swój start.


40. miejsce w fali Elite mężczyzn zajął Robert Bandosz, który uzyskał wynik 19:32. Ze swojego startu był zadowolony. – Celowałem w czas poniżej 20 minut i tak właśnie pobiegłem. Trasa niestety była typowo crossowa. To coś, czego nie trenuję, dlatego nie liczyłem na jakiś fenomenalny wynik. Od początku trzymałem mocne tempo, nawet za mocne co zemściło się przy biegu z obciążeniem. Myślę jednak, że przy optymalnym rozłożeniu sił czasu lepszego niż o 15-20 sekund bym nie wykręcił. – powiedział nam po biegu. – Z mojego punktu widzenia to był bardzo dobry trening, już dawno takiego nie miałem, gdzie pokonywałem przeszkody na pełnej prędkości i pełnej odcince. Poziom zawodów był kosmiczny, jeśli chodzi o bieganie. Liczyłem na wyższą lokatę, w pierwszej dwudziestce, marzeniem była dziesiątka, ale przy takiej trasie i formie biegowej było to poza zasięgiem. Spodziewałem się, że przeszkodowo jednak trasa będzie inna. – dodał.

56. lokatę z wynikiem 20:33 zajął Marcin Lewicki, a ostatni z Polaków, Łukasz Wańczyk z czasem 21:10 uplasował się na 68. pozycji.

Jak w serii Elite wypadły Polki?

Wśród 48 zawodniczek, które dotarły do mety w fali Elite znalazły się Izabela Frontczak i Izabela Wysłuch, które uzyskały odpowiednio czasy 32:07 i 32:35. Polki zajęły 38. i 39. miejsce. – Nie mam pojęcia, jak ocenić wynik, który uzyskałam, ale cieszę się, że wystartowałam w Elite. Było dużo lżej niż myślałam. Przeszkody mogły zmęczyć, ale nie były nie do przejścia. Najbardziej dobiły mnie rundy z obciążeniem, były trzy i każda sprawiała, że nie mogłam oddychać, a już runda z pociskiem, który chyba ważył tyle ile ja, była jak gwóźdź do trumny podsumowała Izabela Wysłuch.

Zawody kobiet wygrała z czasem 19:54 Amerykanka Nicole Mercile, druga była jej rodaczka Rebecca Hammond z wynikiem 20:00, a trzecia wicemistrzyni świata z ubiegłego roku Lindsay Webster z Kanady z czasem 20:17.

W kilkunastu falach Elite na trasę ruszyło 163 zawodników i zawodniczek. Rywalizację ukończyło 144 z nich.

Jeśli chodzi o serie Group Age to warto odnotować pierwsze miejsce Dawida Hajnosa (Gorący Potok Team), który wygrał kategorię wiekową 20-29, oraz trzecie miejsce w tej samej kategorii wywalczone przez Wojciecha Sobierajskiego z OCRA Poland. Poza tym Piotr Prusak zwyciężył w kategorii wiekowej 30-39.

Jak mistrzostwa wypadły pod względem organizacji?

– Bardzo podoba mi się tutaj miasteczko biegowe – mówi Kacper Kąkol. – Jednak minus należy się organizatorom za brak wody na mecie. Poza tym uważam, że sędziowie na przeszkodach byli trochę zbyt pobłażliwi. – ocenił. Znacznie lepsze zdanie o pracy osób sędziujących ma Izabela Wysłuch. – Sędziowie na najwyższym poziomie, każdemu mówili co mają robić, gdzie biec. Każdy wszystko wiedział. Na mecie każdy mógł usłyszeć swoje nazwisko. Wiele osób z którymi rozmawiałam po zawodach uważa, że właśnie tak powinny wyglądać biegi przeszkodowego. Fale ze względu na swoją liczebność puszczane co 10 osób, to również zdecydowanie na plus. Poza tym na całej trasie byli kibice – wylicza. – Jednak, żeby nie było aż tak różowo dodam, że bieg został przygotowany trochę chaotycznie. Były długie kolejki po pakiet, ale za to ciepła woda pod prysznicami – śmieje się Izabela Wysłuch.

– Uważam, że Mistrzostwa Europy były lepiej zorganizowane. Tutaj nie inspirowali się najlepszymi biegami Europy. Moim zdaniem mistrzostwa świata to powinen być mix najlepszych biegów świata w jednym miejscu. Organizacja była na dobrym poziomie, ale jak na mistrzostwa świata dobry to trochę mało. Odbiór pakietów, chaos, krzyk, ale mimo to jakoś poszło w miarę sprawnie – podsumował Marcin Lewicki.

Dzisiaj drugi dzień mistrzostw. Zawodnicy będą rywalizować na trasie standard o długości 15km z setką przeszkód.

Marcin Dulnik

fot. materiały organizatora, Marcin Lewicki