Robisz wyniki albo wypadasz z systemu. Nowy plan prezesa PZLA

Prezes Polskiego Związku Lekkiej Atletyki Sebastian Chmara zapowiada zdecydowaną reorganizację systemu szkolenia, która jak podkreśla ma przynieść efekty dopiero w perspektywie 8–12 lat. Oznacza to m.in. ograniczenie finansowania dla części doświadczonych zawodników i przesunięcie środków na szkolenie młodzieży.

Sebastian Chmara został wybrany na prezesa 30 listopada 2024 roku. Był jedynym kandydatem, zastąpił Henryka Olszewskiego, który lekkoatletyczną centralną kierował przez osiem lat.

Doskonale wiedziałem, że trafiam na lata kryzysu i muszę skupić się na odbudowie potencjału dyscypliny – przyznaje Sebastian Chmara w rozmowie z Mateuszem Puką z WP SportoweFakty.

Koniec nadmiernej opiekuńczości

Jednym z kluczowych elementów zmian ma być odejście od dotychczasowej polityki szerokiego finansowania zawodników, którzy od lat nie notują progresu sportowego. – Koniec z nadmierną opiekuńczością wobec zawodników, którzy od lat nie uzyskali dobrych wyników. Czas rozliczać każdego, a niekiedy podejmować także trudne decyzje. Nie będę się tego obawiał – zapowiada prezes PZLA.

Jak wyjaśnia Chmara, w przeszłości na najważniejsze imprezy wysyłano nawet stuosobowe reprezentacje, w tym zawodników kwalifikujących się wyłącznie dzięki rankingom.

Ranking miał charakter uzupełniający, a w praktyce często oznaczał obecność zawodników bez realnych szans na rywalizację o czołowe miejsca – podkreśla.

Reorganizacji ulegnie także funkcjonowanie kadry B, liczącej obecnie około tysiąca zawodników. – To nieefektywny system, który nie daje właściwej kontroli nad rozwojem zawodników – ocenia Chmara. Zamiast długich zgrupowań mają być częstsze, krótkie konsultacje z udziałem trenerów wiodących w poszczególnych konkurencjach.

fot. Tomasz Kasjaniuk

Więcej pieniędzy na fundamenty

PZLA zamierza przesunąć część środków finansowych z poziomu seniorskiego na szkolenie młodzieży i rozwój trenerów. Skala wydatków jest znacząca, bowiem roczny koszt szkolenia jednego zawodnika może sięgać nawet 300–400 tys. zł.

 Jeśli ktoś przez 2–3 lata nie jest w stanie pójść do przodu i wciąż jest daleko od miejsca dającego szansę na rywalizację w finale, to niestety nie będziemy go finansować w takim stopniu – mówi Chmara.

Jednocześnie prezes zapewnia, że nie chodzi o „czystki” wśród gwiazd. Zapowiada, że każdy przypadek będzie analizowany indywidualnie. – Nie zostawimy bez wsparcia zawodników po kontuzjach ani tych, którzy w każdej chwili mogą wywalczyć medal – zaznacza, odnosząc się m.in. do Marii Andrejczyk czy Anity Włodarczyk.

Zaoszczędzone środki mają zasilić przede wszystkim programy młodzieżowe, w tym „Lekkoatletykę dla Każdego!”, której budżet wynosi od 8 do 10 mln zł rocznie. Program obejmuje dziesiątki tysięcy dzieci i współpracę z około 600 trenerami.

W przypadku najmłodszych stawiamy na ujednolicony plan szkolenia wszechstronnego, który dopiero później będzie się specjalizował – tłumaczy Chmara. Związek chce też mocniej postawić na konkurencje techniczne, gdzie jak przyznaje prezes, widoczny jest regres, mimo dużego potencjału medalowego.

Zmiany obejmą również system pracy trenerów. – Kto nie będzie chciał się szkolić, na początku będzie musiał więcej płacić za licencję, a z czasem sam się wykluczy z systemu  – zapowiada sternik polskiej lekkiej atletyki.

Efekty dopiero za lata

Prezes PZLA nie ukrywa, że na szybkie sukcesy nie ma co liczyć. – Nie jestem na tyle naiwny, by wierzyć, że to kwestia roku czy dwóch – mówi wprost. Jednocześnie podkreśla, że nie obawia się krytyki. – Będę miał gigantyczną satysfakcję, gdy system, który obecnie budujemy, przyniesie efekty za 8–12 lat.

Mimo trudnej diagnozy Chmara pozostaje umiarkowanym optymistą. – To nie jest tak, że nie mamy zawodników. Wciąż realnie można mówić o przynajmniej kilku szansach medalowych – podsumowuje.

Źródło: WP SportoweFakty

fot. w nagłówku Tomasz Kasjaniuk