Błoto, stal i 14,5 km trasy. Tak wyglądał jubileuszowy Bieg Hutnika
Bieg z workiem piasku, wspinaczka na hałdy żużlu, przeprawy przez wagony towarowe i kąpiele w kontenerach z wodą. Jubileuszowy, 10. Bieg Hutnika był prawdziwym sprawdzianem siły i wytrzymałości. Przez 14,5 km mierzyłam się z przeszkodami na terenie czynnej Huty ArcelorMittal Warszawa, odkrywając miejsca na co dzień niedostępne dla osób postronnych. Takiej industrialnej przygody długo nie zapomnę!
W niedzielę, 11 października 2026 roku, teren Huty ArcelorMittal Warszawa ponownie zamienił się w postindustrialną arenę sportowych zmagań. W zeszłym roku, po ogłoszeniu zakończenia projektu biegowego na terenie zakładu, byłam strasznie zawiedziona, że nie zdecydowałam się na start. Gdy tylko organizatorzy zapowiedzieli, że 10. jubileuszowa edycja Przeszkodowego Biegu Hutnika jednak się odbędzie, postanowiłam nie marnować kolejnej okazji do przetestowania tej unikatowej trasy. Razem z moim partnerem Emilem, weteranem biegów OCR, szybko wpisaliśmy się na listę startową.
Trasa jubileuszowego biegu liczyła aż 14,5 km i w całości przebiegała przez zamknięte na co dzień dla osób postronnych tereny czynnej huty. Podobnie jak w innych biegach przygodowo-przeszkodowych organizowanych przez Fundację na rzecz Rozwoju Polskiego Sportu, musieliśmy zmierzyć się z dużą liczbą przeszkód terenowych i siłowych oraz kilkoma konstrukcjami technicznymi.
Bieg pachnący metalem
Pierwsze trzy kilometry dały nam mocno w kość za sprawą biegu z workiem piasku. Żeby nie było zbyt łatwo, z tym obciążeniem trzeba było pokonać kilkanaście głębokich rowów z błotem, dwie siatki ogrodzeniowe oraz kontener z wodą. Odłożenie worka na stertę przyniosło ogromną ulgę. Po tym typowo terenowym odcinku zaczęliśmy zagłębiać się w teren huty, a klimat stawał się coraz bardziej industrialny. Na trasie pojawiły się wagony towarowe, po których musieliśmy przebiegać, a także olbrzymie opony i stare podkłady kolejowe, na które trzeba było się wspinać. Trasa meandrowała po różnych zakamarkach, pośród wielkich gór złomu i w otoczeniu przenikliwego zapachu metalu.
Co jakiś czas pojawiały się pętle z obciążeniem. Do dźwigania przygotowano nietypowe przedmioty: sprężyny, wielkie tarcze, pręty, opony oraz wiadra z żużlem, a wszystko to w otoczeniu ciężkiego sprzętu, takiego jak koparki i ładowarki. Wspinaliśmy się również na hałdy piachu, gruzu, koksu i żużlu, przez co co chwilę musieliśmy wytrząsać kamyki z butów. Na całym dystansie pilnowali nas i mocno dopingowali młodzi wolontariusze. Za każdym razem, gdy dobiegaliśmy do przeszkody, słyszeliśmy głośne brawa, co dodawało nam skrzydeł i motywowało do utrzymania tempa.

Ten postapokaliptyczny klimat
Największe wrażenie zrobiło na mnie przejście przez środek wysokiej na kilkanaście metrów konstrukcji na planie kwadratu, której ściany zbudowano z zawieszonych obok siebie grubych, drewnianych bali. Wewnątrz leżał popękany hutniczy gruz i o ile się nie mylę elektromagnes. Całość miała niesamowity, postapokaliptyczny klimat! Jedyne, czego mi zabrakło, to obiecywanego w opisie biegu przebiegnięcia przez pracującą walcownię, gdzie można by w pełni poczuć gorąco hutniczych pieców.
Na ostatnich metrach czekała na nas kąpiel w kontenerach z wodą oraz dwie trudniejsze technicznie przeszkody. Pierwsza z nich składała się z kotwic, kierownicy i różnych chwytów. Druga to znany nam już z Crossu Fortecznego low rig z ustawionymi naprzemiennie ringami i krótkimi linami. Niestety, ta ostatnia okazała się dla mnie nie do przejścia, przez co musiałam wykonać karne burpees. Na szczęście meta była już blisko i wkrótce odebraliśmy upragnione, jubileuszowe medale.
Pręty dla najlepszych, duma dla wszystkich
Po dobiegnięciu zawodników z ostatniej fali zwycięzcy klasyfikacji indywidualnej kobiet i mężczyzn oraz najlepsze drużyny otrzymali unikatowe statuetki oraz autentyczne, pamiątkowe pręty stalowe, wytapiane bezpośrednio w Hucie ArcelorMittal Warszawa. Ja ukończyłam bieg na 14. miejscu w klasyfikacji kobiet, z czego jestem mega zadowolona.

Cieszę się, że mogliśmy wspólnie przeżyć tę przygodę. Mamy ogromną satysfakcję z ukończenia tak wymagającego wyzwania, choć ostatecznie doszliśmy do wniosku, że na co dzień wolimy biegi o bardziej technicznym charakterze.
Autor: Alicja Salska


