Birmingham 2026: kryzys czy tylko zadyszka? Polska lekkoatletyka na rozdrożu
W zakończonych mistrzostwach Europy w lekkiej atletyce biało-czerwoni zdobyli 8 medali – 6 srebrnych i 2 brązowe, co dało nam 18. miejsce w klasyfikacji medalowej. Tak nisko nie zakończyliśmy zmagań o tytuły na Starym Kontynencie od dawna. Czy nasz występ rzeczywiście był poniżej oczekiwań, czy może po prostu pokazał realną siłę polskiej lekkoatletyki? Spróbujmy to sprawdzić.
Pozycja w klasyfikacji medalowej wygląda gorsza niż dorobek
Osiemnaste miejsce w klasyfikacji medalowej prezentuje się bardzo słabo, ale na tak odległej pozycji w dużej mierze zaważył brak złotego medalu. Polska zdobyła sześć srebrnych i dwa brązowe krążki. Tymczasem Słowenia i Słowacja, które wywalczyły tylko po jednym złocie, znalazły się przed nami. W klasyfikacji medalowej pierwszeństwo ma bowiem liczba krążków z najcenniejszego kruszczu.
Gdyby zamiast wartości medali uwzględnić po prostu liczbę miejsc na podium, obraz byłby zdecydowanie korzystniejszy. Z ośmioma medalami Polska znalazłaby się w okolicach 6. miejsca ex aequo z Hiszpanią. Podobnie wygląda sytuacja Francji. Trójkolorowi zdobyli aż 11 medali, ale nie wywalczyli żadnego złota. Trzy srebra i osiem brązów dały im dopiero 19. miejsce, czyli za Polską.
Klasyfikacja punktowa pokazuje więcej
Znacznie bardziej miarodajnym narzędziem jest prowadzona przez European Athletics klasyfikacja punktowa. W tej tabeli zawodnicy i zawodniczki zajmujący miejsca 1–8 otrzymują odpowiednio 8, 7, 6, 5, 4, 3, 2 i 1 punkt. W tym rankingu wypadliśmy zdecydowanie lepiej niż w klasyfikacji medalowej. 100 punktów pozwoliło nam zająć 7. pozycję w zestawieniu.
fot. Tomasz Kasjaniuk
Różnica między klasyfikacją medalową a punktową jest bardzo wymowna. Potrafiliśmy regularnie zajmować wysokie miejsca, ale mieliśmy problem z postawieniem „kropki nad i” w postaci zwycięstwa. Często mieliśmy pecha, przegrywając złoto o 0,001 s (Pia Skrzyszowska, 100 metrów przez płotki) lub brąz o 1 cm (Dawid Wegner, rzut oszczepem).
Dobrym przykładem jest Szwajcaria. Zdobyła trzy złote medale, trzy srebrne i jeden brązowy, ale mniejsza liczba dalszych miejsc punktowanych sprawiła, że w klasyfikacji punktowej byli za nami.
Birmingham na tle poprzednich mistrzostw
Pod względem liczby medali i miejsca w klasyfikacji medalowej Birmingham było jednym z najsłabszych występów Polski na ME w ostatnich dwóch dekadach.
| Rok | Gospodarz | Medale Polski | Miejsce w klasyfikacji medalowej |
| 2026 | Birmingham | 8 (0–6–2) | 18. |
| 2024 | Rzym | 6 (2–2–2) | 9. |
| 2022 | Monachium | 14 (3–6–5) | 6. |
| 2018 | Berlin | 12 (7–4–1) | 2. |
| 2016 | Amsterdam | 12 (6–5–1) | 1. |
| 2014 | Zurych | 12 (2–6–4) | 6. |
| 2012 | Helsinki | 4 (1–0–3) | 15. |
| 2010 | Barcelona | 10 (3–1–6) | 5. |
| 2006 | Göteborg | 7 (0–3–4) | 20. |
Dane z poprzednich edycji pokazują wyraźnie, że lata 2006-2012 były okresem gorszym dla polskiej „królowej sportu”, a Birmingham niechlubnie do tego czasu nawiązuje. Później nastała złota era rodzimej lekkiej atletyki. W Zurychu, Amsterdamie i Berlinie zdobyliśmy po 12 medali. W Monachium było ich jeszcze więcej, bo aż 14.
W Rzymie odczuwalne było wyraźne tąpnięcie – 6 krążków, 65 punktów i dopiero 10. miejsce w klasyfikacji punktowej. Zadyszka, która złapaliśmy w „Wiecznym Mieście” towarzyszła nam również na Wyspach przez cały miniony tydzień.
Jeszcze wyraźniej widać to w klasyfikacji punktowej:
– 2026 r. – 100 pkt.
– 2024 r. – 65 pkt.
– 2022 – 128 pkt.
– 2018 – 172 pkt.
– 2016 – 149 pkt.
– 2014 r. – 132 pkt.
– 2012 r. – 57 pkt.
– 2010 – – 97 pkt.
– 2006 – 77 pkt.
Czy taka liczba medali jest zaskoczeniem?
Niekoniecznie. Przed mistrzostwami prezes PZLA Sebastian Chmara mówił o solidnej reprezentacji, która ma walczyć o wyniki i medale. Były wieloboista typował 7–9 polskich szans medalowych. Lwia część jego prognoz zatem się spełniła.
Ciekawym punktem odniesienia były natomiast przedstartowe typowania ekspertów European Athletics w ramach progeamu „The Predictor”. Wśród ekspertów była Katharine Merry, brytyjska medalistka olimpijska z Sydney, która wskazała na 6 naszych kandydatur medalowych.
fot. Tomasz Kasjaniuk
Nie słodźmy jednak za bardzo, gdyż w tej beczce miodu jest solidna łyżka dziegciu. Po raz pierwszy od 20 lat wracamy do domu bez złota. Niepokojących sygnałów jest znacznie więcej, bowiem to kobiety ciągną naszą reprezentację. Spośród 8 medali aż 7 było ich zasługą.
Panowie wypadli zdecydowanie słabiej i w tej części reprezentacji trudno znaleźć wiele pozytywów. Co więcej, większość kobiecych sukcesów nie jest dziełem nowych nazwisk. Do grona medalistek należą zawodniczki od lat obecne w europejskiej czołówce. Cztery z nich zdobywały już krążki na poprzednich edycjach kontynentalnego czempionatu.
Niewiele rekordów życiowych i sezonu
Mistrzostwa Europy były imprezą docelową w tym roku, dlatego od biało-czerwonych można było oczekiwać rekordów życiowych i sezonu. Oficjalne wyniki rzeczywiście pokazują kilka bardzo dobrych rezultatów, ale nie można powiedzieć o wysypie personal czy season best.
Wśród Polaków odnotowaliśmy sześć rekordów życiowych, z czego aż pięć przypadło na zawodników startujących w nowych konkurencjach chodziarskich – półmaratonie i maratonie, Obie zadebiutowały w programie mistrzostw Europy właśnie w Birmingham, zastępując dotychczasowe dystanse 20 i 35 km. Dlatego personal best w tych konkurencjach trzeba traktować z pewnym dystansem, właśnie z uwagi na ich krótką historię.
Poza chodziarzami na uwagę zasługuje Filip Ostrowski, który poprawił rekord życiowy na 800 m. Jego dotychczasowe PB wynosiło 1:44.25. Nowy najlepszy rezultat 1:44.08 (szósty na polskiej liście all-time) nie wystarczył jednak do awansu do finału.
fot. Tomasz Kasjaniuk
Szersze grono reprezentantów orzełkiem na piersi zaliczyło w Birmingham najlepszy wynik w sezonie. Są wśród nich: Jakub Szymański na 110 m ppł (13.26), Dawid Wegner w oszczepie (82.96 m), Natalia Bukowiecka na 400 m (49.57), Aleksandra Lisowska w maratonie (2:30.21) i męska sztafeta 4×400 m (3:00.56).
Czy taka liczba PB i SB na 74 startujących, w tym 57 indywidualnie, to dużo? Trudno jednoznacznie orzec. Pamiętajmy, że większość tych rekordów pochodzi z nowych konkurencji chodu. Z drugiej strony nie można wymagać rekordów życiowych od każdego zawodnika. W biegach średnich i długich często na imprezach mistrzowskich ważniejsza jest taktyka i miejsce niż czas. W konkurencjach technicznych czy sprintach oczekiwania na najlepszy wynik sezonu są jednak bardziej uzasadnione.
Coś ważniejszego od rekordów. Miejsce względem listy zgłoszeń
Znacznie ciekawszą zmienną jest porównanie miejsca zajętego w Birmingham z pozycją zawodnika na liście zgłoszeń do mistrzostw Europy.
Według obliczeń Tomasza Spodenkiewicza ponad 60 proc. Polaków zajęło miejsce lepsze niż wynikało z pozycji na liście zgłoszeń. Jeżeli metodologia tych obliczeń jest poprawna, wniosek nauwa się sam. Mimo niewielkiej liczby rekordów życiowych większość reprezentantów potrafiła rywalizować lepiej, niż wskazywały na to przedstartowe przewidywania.
Innymi słowy: problemem niekoniecznie była forma startowa. Po prostu poziom wyjściowy polskiej reprezentacji był niższy niż kilka lat temu.
Rzuty pierwszy raz od 28 lat bez medalu. Mizeria w konkurencjach technicznych
Najbardziej wymownym sygnałem zmiany pokoleniowej jest sytuacja w konkurencjach rzutowych. Przez blisko trzy dekady polskie rzuty były jednym z fundamentów naszej pozycji w Europie. Młot, dysk, kula i oszczep regularnie dostarczały nam medali.
fot. Tomasz Kasjaniuk
W Birmingham stało się coś wyjątkowego, po raz pierwszy od 28 lat Polska nie zdobyła ani jednego medalu w konkurencjach rzutowych. Pozostałe konkurencje techniczne również nie wyglądają najlepiej. Jedyny medal w tej grupie zdobyła Maria Żodzik, która była druga w skoku wzwyż.
Brakuje nowych nazwisk, które natychmiast wskoczyłyby na podium
Faworyci w większości spełnili oczekiwania. Znacznie gorzej wygląda jednak druga część układanki, czyli zawodnicy młodsi, którzy powinni powoli przejmować pałeczkę.
Nie odnotowaliśmy w Birmingham spektakularnego występu młodego zawodnika, który można byłoby uznać za narodziny nowej gwiazdy. Owszem, część debiutantów mogła przegrać ze stresem i presją towarzyszącą pierwszej seniorskiej imprezie tej rangi. Brak wyraźnych „wyskoków” młodszego pokolenia może jednak niepokoić.
fot. Radosław Jóźwiak
Z ośmiu polskich medali aż siedem zdobyły kobiety, w większości zawodniczki z już ugruntowaną pozycją w europejskiej czołówce. Pozytywnym wyjątkiem jest Klaudia Kazimierska, która wywalczyła srebro na 1500 m. To jej pierwszy medal seniorskiej imprezy mistrzowskiej rangi, mistrzostw Europy, świata lub igrzysk olimpijskich. Jednocześnie jej sukces nie jest dużym zaskoczeniem. W ostatnich miesiącach, m.in. dzięki udanym startom w Diamentowej Lidze, coraz wyraźniej potwierdzała przynależność do europejskiej czołówki.
Potencjał niezależnie od mieszkańców
Jeszcze bardziej wymowny jest fakt, że wyprzedzają nas państwa znacznie mniejsze pod względem populacji. Holandia zdobyła w Birmingham 14 medali (5–3–6), mimo że ma około dwa razy mniej mieszkańców niż Polska. Szwajcaria, mająca około cztery razy mniej mieszkańców, wywalczyła trzy złote medale.
Oczywiście liczba mieszkańców sama w sobie nie wygrywa zawodów. Ale jeśli państwa dysponujące mniejszą bazą ludnościową potrafią regularnie produkować większą liczbę medalistów, trudno całkowicie ignorować ten argument.
To jeszcze nie zapaść, ale lampka alarmowa powinna się zapalić
Czy polska lekkoatletyka jest w stanie całkowitej zapaści? Zdecydowanie nie. Osiem medali, sześć srebrnych i dwa brązowe, a także wysokie miejsce w klasyfikacji punktowej pokazują, że wciąż mamy zawodników zdolnych do walki o podium. Problem tkwi jednak gdzie indziej. Sukcesy coraz częściej opierają się na kilku reprezentantkach, podczas gdy brakuje szerokiego zaplecza i wysokiego poziomu w wielu konkurencjach.
fot. Radosław Jóźwiak
Szczególnie niepokoi deficyt młodszych zawodników, którzy w niedalekiej przyszłości mogliby przejąć pałeczkę od obecnej generacji gwiazd. Używane jeszcze kilka lat temu określenie „Wunderteam” stało się dziś wyblakłym wspomnieniem. Przed działaczami i trenerami stoi więc trudne zadanie. Jak wychować nowe gwiazdy polskiej „królowej sportu” i zbudować zaplecze, które pozwoli na powrót do światowej czołówki?
Autor: Michał Hasik, dziennikarz i historyk sportu, autor książki „Wrogowie”, opisującej losy najsłynniejszej polskiej, przedwojennej rywalizacji biegowej pomiędzy Januszem Kusocińskim a Stanisławem Petkiewiczem.
fot. w nagłówku Tomasz Kasjaniuk







