Anastazja Kuś i Kamil Herzyk o drodze do wielkiego biegania
Anastazja Kuś ma już za sobą olimpijski debiut, Kamil Herzyk przygotowuje się do przejścia do kategorii U23. Podczas spotkania w New Balance Run House w Warszawie opowiadali o treningu, odpoczynku, rywalizacji ze starszymi zawodnikami i pułapkach, które mogą zahamować rozwój młodych talentów. Nie zabrakło też rady dla tych, którzy w niedzielę pobiegną w 48. Maratonie Warszawskim.
Stolica od kilku dni żyje 48. Maratonem Warszawskim. Jednym z miejsc skupiających biegową społeczność jest New Balance Run House w Pałacu Kultury i Nauki, gdzie od odbywają się spotkania, prelekcje i aktywności dla biegaczy. W piątek gośćmi Tomasza Koprowskiego z portalu Bieganie.pl byli Anastazja Kuś i Kamil Herzyk, przedstawiciele młodego pokolenia polskiej lekkoatletyki.
Choć oboje znajdują się na początku sportowej drogi, mają już doświadczenia, których mogłoby im pozazdrościć wielu znacznie starszych zawodników. Kuś jako 17-latka wystąpiła na igrzyskach olimpijskich w Paryżu, gdzie pobiegła w sztafecie 4×400 m. Herzyk należy natomiast do najbardziej obiecujących polskich biegaczy średnio- i długodystansowych młodego pokolenia. Ma na koncie już wiele medali z imprez w randze mistrzostw Polski, także tych seniorskich. To aktualny złoty medalista na 5000 metrów i wicemistrz kraju na 5 km.
Rozmowa szybko wyszła jednak poza wyniki, rekordy i medale. Sporo miejsca poświęcili temu, co w rozwoju młodego sportowca bywa mniej widoczne: cierpliwości, regeneracji, odpowiedniemu dobieraniu obciążeń i zachowaniu przyjemności z biegania.
Kuś po sezonie nie biegała przez miesiąc
Anastazja Kuś przyznała, że po intensywnym sezonie, w którym musiała łączyć rywalizację juniorską z seniorską, potrzebowała przede wszystkim odpoczynku. I potraktowała go bardzo poważnie.
– Po szczególnie takim ciężkim sezonie, gdzie łączyłam starty juniorskie i seniorskie, potrzebowałam wyciszenia. Cały wrzesień mam wolny od biegania – mówiła.

Dla młodej zawodniczki taka przerwa nie jest straconym czasem. Wręcz przeciwnie, ma sprawić, że po powrocie do treningów znowu pojawi się głód biegania.
– Lubię robić taką przerwę, żeby potem wrócić z głodem biegania. Jesteśmy naprawdę mocno wyeksploatowani tym wszystkim, fizycznie i psychicznie, więc musimy trochę wypocząć – tłumaczyła Kuś.
To szczególnie istotne w jej przypadku, bo wejście do poważnego seniorskiego sportu nastąpiło wyjątkowo szybko. Jednym z przełomowych momentów były dla niej igrzyska olimpijskie w Paryżu w 2024 roku.
– Kiedy w Paryżu weszłam na scenę seniorów, to było dla mnie przełomowe. Miałam wtedy 17 lat – wspominała.
Sezon olimpijski oznaczał dla niej funkcjonowanie jednocześnie w dwóch sportowych światach. Z jednej strony pozostawała juniorką, z drugiej coraz częściej mierzyła się z najlepszymi seniorkami. Kuś przekonuje jednak, że wciąż ma przed sobą duży margines rozwoju. Jednym z powodów jest sposób, w jaki od początku prowadzono jej trening.
– W moim przypadku obciążenia treningowe od najmłodszych lat nie były wysokie, więc stopniowo się rozwijamy i na siłowni, i w treningu. Wiem, że mam naprawdę duże rezerwy. Do tej pory nie miałam żadnej poważniejszej kontuzji, więc mogę trenować – mówiła.
„Musiałem przestawić głowę”
Podobny wątek pojawił się w wypowiedziach Kamila Herzyka. Dla niego kolejnym wyzwaniem będzie przejście do kategorii U23 i coraz częstsza bezpośrednia rywalizacja z seniorami. Jak przyznał, największa zmiana nie musiała wcale dotyczyć treningu. Najpierw trzeba było zmienić sposób myślenia.
– Musiałem mocno przestawić głowę, żeby z nimi rywalizować i stanąć na starcie bez kompleksów. Musiałem się przeformatować, żeby stanąć z nimi na starcie i rywalizować – mówił Herzyk.
Jednocześnie przestrzegał przed pokusą przyspieszania sportowego rozwoju za wszelką cenę. Jego zdaniem jednym z największych zagrożeń w szkoleniu młodych zawodników jest dokładanie im kolejnych obciążeń tylko dlatego, że organizm na razie jest w stanie je wytrzymać.
– Bardzo ważne jest, żeby w młodym wieku stopniowo się rozwijać, a nie nakładać na młodego zawodnika jak najwięcej obciążeń tylko dlatego, że dużo wytrzyma i trener widzi, że wytrzymuje. To jest bardzo duży problem – podkreślał.

W jego treningu obowiązuje zasada stopniowego zwiększania obciążeń. Nie chodzi o to, aby wykorzystać wszystkie możliwości jak najszybciej, ale pozostawić przestrzeń do rozwoju w kolejnych sezonach.
– Nie można robić czegoś za szybko, trzeba wszystko wypracować. Czasem trzeba samemu przyhamować i robić założenia takie, jak trzeba – dodawał.
Nie jeden trening, ale cały proces
Herzyk zwrócił uwagę również na rzecz pozornie oczywistą, o której łatwo zapomnieć szczególnie młodym zawodnikom oczekującym szybkich efektów. Formy nie buduje pojedyncza mocna jednostka treningowa.
– Przede wszystkim systematyczność i samozaparcie. Każdy trening jest po coś, to jest cały proces. W tydzień nie przeskoczymy wszystkiego. Musimy pracować przez bardzo długi czas, więc regularność i konsekwencja są bardzo ważne – mówił.
Drugim fundamentem jest regeneracja. Herzyk wskazał przy tym jeden element, którego nie zastąpią nawet najlepsze zabiegi odnowy biologicznej.
– Sen uważam za najważniejszy. To, co robią fizjoterapeuci, oczywiście jest bardzo ważne, ale wydaje mi się, że bez snu to jest nic – ocenił.
Kuś i Herzyk byli zgodni także w jeszcze jednej kwestii. Nawet w sporcie wyczynowym bieganie nie powinno sprowadzać się wyłącznie do kolejnych obciążeń, wyników i cierpienia.
– Bawimy się też tym, co robimy, bo wtedy to łatwiej przychodzi – mówiła Kuś.
– Bieganie czasem kojarzy się z tym, że trzeba chodzić i cierpieć, ale można z tego czerpać ogromną przyjemność – dodawał Herzyk.
Rada dla maratończyków? Cieszyć się startem
To właśnie ten wątek połączył rozmowę młodych lekkoatletów z wydarzeniem, którym w ten weekend żyje Warszawa. W niedzielę, 27 września, na trasę 48. Maratonu Warszawskiego wyruszą tysiące zawodników. Dla wielu będzie to najważniejszy start całego sezonu, dla części – pierwszy maraton w życiu.
Kuś zapytana o radę dla amatorów przed 42,195 km nie mówiła o tempie, odżywianiu czy ostatnich treningach. Zwróciła uwagę przede wszystkim na głowę.
– Przede wszystkim czerpać radość z tego startu. Jest to podsumowanie przygody i przygotowań, na które pracowaliśmy cały sezon, a czasami całe życie. Moja rada: po prostu się nie stresować, nie myśleć za dużo, tylko cieszyć się, że stoi się na starcie i biegnie w tak wspaniałej atmosferze – powiedziała.
To rada, która dobrze wpisuje się w hasło „Run Your Way”, wokół którego New Balance zbudował tegoroczny Run House. Niezależnie od tego, czy celem jest olimpijska sztafeta, przejście do seniorskiej lekkoatletyki, rekord życiowy w maratonie czy po prostu dotarcie do mety, droga do niego nie musi wyglądać tak samo.
New Balance Run House działa w Sali Kisielewskiego w Pałacu Kultury i Nauki do niedzieli. W sobotę w programie znalazły się m.in. Shake Out Run oraz sesje Stretch & Mobility. W niedzielę aktywności przeniosą się również na trasę 48. Maratonu Warszawskiego – na 41 kilometrze na biegaczy czekać będzie New Balance Cheer Zone.
red







