Dostosuj preferencje dotyczące zgody

Używamy plików cookie, aby pomóc Ci w sprawnej nawigacji i realizacji określonych funkcji. Poniżej znajdziesz szczegółowe informacje o wszystkich plikach cookie w ramach każdej kategorii zgody.

Pliki cookie skategoryzowane jako "Niezbędne" są przechowywane w przeglądarce użytkownika, ponieważ są niezbędne do umożliwienia korzystania z podstawowych funkcji witryny.... 

Zawsze aktywne

Niezbędne pliki cookie są wymagane do umożliwienia korzystania z podstawowych funkcji tej witryny, takich jak zapewnienie bezpiecznego logowania lub dostosowanie preferencji zgody. Te pliki cookie nie przechowują żadnych danych umożliwiających identyfikację użytkownika.

Funkcjonalne pliki cookie pomagają realizować określone funkcje, takie jak udostępnianie zawartości strony internetowej na platformach mediów społecznościowych, zbieranie opinii i inne funkcje stron trzecich.

Brak plików cookie do wyświetlenia.

Analityczne pliki cookie są wykorzystywane do zrozumienia, w jaki sposób odwiedzający wchodzą w interakcję z witryną. Te pliki cookie pomagają dostarczyć informacji na temat metryk, takich jak liczba odwiedzających, współczynnik odrzuceń, źródło ruchu itp.

Pliki cookie dotyczące wydajności są wykorzystywane do zrozumienia i analizy kluczowych wskaźników wydajności strony internetowej, co pomaga w dostarczaniu lepszych doświadczeń użytkownika dla odwiedzających.

Brak plików cookie do wyświetlenia.

Reklamowe pliki cookie są wykorzystywane do dostarczania odwiedzającym spersonalizowanych reklam w oparciu o strony odwiedzane wcześniej oraz do analizy skuteczności kampanii reklamowych.

Brak plików cookie do wyświetlenia.

Komfort z dynamitem. Recenzja New Balance FuelCell Supercomp Elite v4

To nie będzie typowa recenzja New Balance FuelCell Supercomp Elite v4, bo i autor jest atypowy. Najpierw będzie spora część subiektywnej oceny, zwłaszcza uwzględniającej moje 64 kg przy 180 cm wzrostu, dopiero potem będę starał się być obiektywny.  Przy okazji – biegam już 11 rok, obecnie na poziomie 17’30 na 5 km z realnymi perspektywami na łamanie 17 minut. Uważam, że każdy trening wymaga dedykowanych butów, dlatego mam ich kilkanaście w bieżącym użyciu i przeważnie w jednym tygodniu nie biegam w tej samej parze dwa razy.

Wracając do testowanych startówek New Balance – te buty mają zawyżoną rozmiarówkę. Biegam w dedykowanych wkładkach, a według deklaracji producenta 28 cm odpowiada rozmiarowi 44. W praktyce jednak musiałem zwrócić te „kajaki”, ponieważ dopiero rozmiar 43 pasował idealnie. Buty dotarły w piątek, tuż przed Półmaratonem Wiązowskim.

I wtedy zaczęła się magia rodem z Harry’ego Pottera. Jak wiadomo, to nie czarodziej wybiera różdżkę, lecz różdżka czarodzieja – i uważam, że dokładnie tak samo jest z butami. Te buty wybrały mnie, choć nie od pierwszego wrażenia. Ich biały kolor nie jest praktyczny – szybko się brudzą, a choć producenci zalecają pranie w pralce, to niekoniecznie doradzają to ci, którym zależy na długiej żywotności obuwia.

Miłość od pierwszego… depnięcia

Ale miłość do New Balance FuelCell Supercomp Elite v4 zaczęła się od pierwszego depnięcia. W treningówkach wykonałem rozruch przed półmaratonem, a potem wróciłem do domu, żeby przebrać buty i rytmy wykonać już w nowych karbonach. Obok był nowo odkryty segment na Stravie, a że połówka miała być treningowa, zdecydowałem się na 450 m i 2 × 100 m zamiast tradycyjnych 3 × 100 m. Tempo 3:45 wystarczało do zdobycia korony, ale wyszło swobodne 3:20, a setki nie chciały wyjść powyżej 3:00, czyli 18 sekund.

Te buty same niosły. Sprawdziłem na nogach kilkanaście modeli, z czego na półce mam sześć własnych karbonów w różnym stadium zużycia, ale w Elite v4 efekt „ŁAŁ” był jeden z większych. Z jednej strony bardzo miękkie, z drugiej – mają odbicie! Normalnie dr Jekyll i pan Hyde. Decyzja była prosta – biegnę w nich połówkę.

Od razu zaznaczam – w dedykowanych wkładkach, więc to nie do końca całkiem nowe. A co do wkładek – te oryginalne są lekko przyklejone. Z jednej strony łatwe do odklejenia, z drugiej – po kilkunastu minutach biegu wkładki dokleiłyby się mocniej pod naciskiem. Sprytne rozwiązanie.

Łatwo o nich zapomnieć

Pierwszym testem startówek New Balance Fuelcell Supercomp Elite v4 był drugi zakres. Przypadł na zającowanie na 1h30 na półmaratonie w Wiązownie. Tu o butach pamiętałem przed startem, pozując do fotki, ale na samym biegu, ciągle gadając do grupy, zupełnie o nich zapomniałem. Co według mnie mnie jest najlepszą z recenzji, bo jeśli buty dają znać o sobie podczas biegu, to po prostu nie są dobre. Tempo od 4:20 do 4:00, z trochę szybszym finiszem na ostatniej prostej weszło lekko.

Co ważne, następnego dnia nogi były jakbym biegał dychę, nie połówkę. A to ważna zaleta karbonów, zwłaszcza w mastersach – nie tylko na zawodach możesz biegać szybciej, ale też trening szybciej regenerujesz.

Potem przyszła pora na tartan. Dobrałem uniwersalne bieganie nie pod kątem butów, ale siebie. Dwa treningi – najpierw 800-tki, potem 400-tki i na koniec 200-ki, oraz 400-tki i 200-tki Tu od razu zaznaczę – normalnie tych butów na tartan bym nie brał. Ważą 238g (w rozmiarze 43), 249g (44), dla moich 64 kg to jednak za dużo. Ale sprawdziły się zacnie, choć po 800-tkach postanowiłem zawiązać je mocniej. I co prawda to nie buty biegają, ale to były jedne z moich najszybszych odcinków treningowych. Z drugiej strony, wcześniej nie robiłem ich nigdy w karbonach.

Tempo 800-tek to 3:20, 400-tki od 3:11 do 3:00 (1’16-1’14), 200-tki 33-31s czyli 2:50 do 2:35. Podaję te wartości nie po to by się chwalić, tylko takie były, i biegało się dobrze. I biorąc pod uwagę ostatnie zdanie poprzedniego akapitu – teraz takie buty na tartan będę brał. Bo również następnego dnia nogi były w lepszym stanie niż w moich dotychczasowych treningowo-startowych na tartan.

Daniem głównym testów był zaś uliczny BeMore5K na Bemowie. Tu również normalnie założyłbym lżejsze karbony. Moje 5 km odbyło się w tempie od 3:26 do 3:35, średnio 3:32 i buty znów sprawdziły się świetnie. I oczywiście następnego dnia miałem wrażenie, jakbym się nie ścigał poprzedniego dnia – choć złośliwie mówiąc sam sobie – tak trochę było.

Na koniec but miał trochę szczęścia – chciałem w nim jeszcze pobiec City Trail, by zrobić kompleksowe testy. Ale zmieniłem plany, tam było wolno, a buty odetchnęły. Podeszwa by sobie poradziła, ale duże przestrzenie zaprosiłyby pewnie do siebie kamyczki, które mocno skróciłyby jej żywotność. Jeśli nie musicie, nie biegajcie w nich w terenie.

Przyjrzyjmy się im bliżej

Teraz część subiektywno-techniczna. Wagę butów już podawałem, drop to 4 mm, czyli od 40 do 36 mm podeszwy. Jak marketingowcy nazwali piankę czy płytkę carbo, znajdziecie gdzie indziej. Stabilność buta jest bardzo dobra – ja biegam, zwłaszcza na końcówce, z pięty i tu przetaczanie stopy jest fajne, a odbicie – naturalne – przynajmniej dla mnie. Ten but wręcz zachęcił mnie, by trochę bardziej poćwiczyć „grzebnięcie”, czyli mocniejsze odbicie z palców.

Podeszwa wygląda solidnie, zwłaszcza przedni bieżnik nie wykazuje śladów odbicia, tylni już delikatnie tak, po 50 km które zrobiłem w miesiąc (ale to przeważnie same akcenty, rozbiegania poza zawodami w innych butach). Przyczepność na suchym bardzo dobra, po mokrym nie miałem okazji biegać, ale nie wygląda by było źle.

Cholewka wygląda lekko, ale solidnie, przewiewność bardzo dobra, brak śladów zużycia poza lekkim przybrudzeniem. Daje też poczucie wysokiej jakości, zarówno wizualne jak i przy dotyku. Dla mnie bardzo wygodna, szeroka a mimo to świetnie trzyma stopę, którą mam raczej wąską. Dla mnie plusem jest fakt, że język nie jest zintegrowany z cholewką, dzięki czemu nie mam problemów z tymi fałdkami, które to rozwiązanie powoduje. Sznurówki nie za długie i z tych bez tendencji do rozwiązywania się. Zapiętek na dole bardzo sztywny, u góry już mniej, czyli tak jak powinno być. Solidny i świetnie trzymający.

Podsumowanie

Jak podsumować w dwóch słowach New Balance FuelCell Supercomp Elite v4? To komfort z dynamitem. Bardzo miękki, dla mnie przyjemny, ale też bardzo dynamiczny but z świetnym odbiciem. Nie jest lekki, ale dzięki temu idealnie sprawdza się na dłuższe biegi i do treningów, w których nie chce się zbyt mocno „wchodzić” w nogi.

Przypomnę też, że dobór buta jest indywidualny. Według mnie najważniejsze jest to, czy pierwsze wrażenie na stopie to: „ten but jest w sam raz dla mnie” i czy podczas rytmu (w sklepie też warto sprawdzić) pojawia się myśl: „ale on ma odbicie!”. Warto poświęcić więcej czasu na wybór obuwia, aby potem cieszyć się niczym niezmąconą radością z biegania.

Ta recenzja nie powstała po to, byś kupił te buty w ciemno, ale żebyś mógł lepiej uszeregować je na swojej liście modeli do wypróbowania przed zakupem. Ja miałem to szczęście, że ten model mi podpasował, ale miałem też na nogach świetne buty, które sprawdzały się u innych, a w moim przypadku dawały wrażenie, jakby mnie odbijały… tyle że do tyłu!

Podsumowując subiektywne wrażenia: New Balance FuelCell Supercomp Elite v4 to dla mnie startówki do ścigania od półmaratonu wzwyż, ale bez wahania zabiorę je też na 10 000 m na tartanie – tutaj liczy się amortyzacja ponad osiągi. Jeśli ważysz kilka kilogramów więcej niż moje 64 kg, to na dychę sprawdzą się bez problemu, a jeśli kilkanaście więcej – nawet na piątkę będą świetnym wyborem. Polecam też tym, którzy stawiają na komfort ponad agresję, na przykład mastersom.

Największe zaskoczenie? Stan nóg po biegu – nawet po tartanie czułem się świeżo. W karbonach jeszcze nie robiłem interwałów, ale po tym teście już wiem, że czas to zmienić.

Buty New Balance FuelCell Supercomp Elite v4 dostępne są na stronie nbsklep.pl 

Autor: Radek Gozdek, Warszawski Scyzoryk

Niniejszy test ma charakter komercyjny i jest efektem współpracy reklamowej naszego portalu i marki New Balance w Polsce. Podkreślamy jednak, że materiał powstał o w oparciu o odczucia i wrażenia testera, a partner tej publikacji nie ingerował w treść artykułu.